© Ragnar Knittel: wieczor

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

www.frauBrandt

(xan) Frau Brandt jest duszą tego domu. To ona mieszka tu najdłużej, to ona wychowała tu dziesięcioro dzieci, to tutaj umarł jej mąż - na ul. Biskupiej nr 2. Trzypiętrowy blok z lat 50. stoi w samym centrum Frankfurtu, między starym rynkiem a brzegiem Odry, tam, gdzie dawno temu targowało się drewnem i rybą. Frau Brandt trzy razy dziennie obchodzi blok dookoła. Jak się uda, porozmawia z sąsiadem o pogodzie, o zdrowiu lub o jedzeniu. Kiedy się wprowadzałem, stała za firanką i obserwowała. Oprócz niej i naszego studenckiego segmentu, w domu mieszkały dwie rodziny strażników granicznych, samotna matka bez pracy i instruktor nauki jazdy. Dom był porządny, każdy z mieszkańców sprzątał co tydzień swoją część klatki, było cicho i czysto, jak by tu nikt nie mieszkał. Aż któregoś dnia wyprowadziła się szkoła jazdy - nauczyciel z żoną wyjechał na zachód Niemiec. Pojawili się za to polscy studenci Viadriny. Frau Brandt nadal chodziła na spacerki po ulicy od Muzeum Kleista do ratusza, od biblioteki miejskiej do Dzwonu Pokoju i przystani. Ale dom się zmienił, zaczął tętnić życiem. Frau Brandt jednym mówiła: wy mi przecież nie przeszkadzacie, innym: oj ci młodzi - jaki hałas robią. Potem wyprowadziła się samotna matka i pojawili się uczniowie z Frankfurtu z dużym psem. Pierwsza rodzina ze Straży Granicznej zrezygnowała z życia w domu o takim składzie społecznym. Ich miejsce chętnie zajęła kolejna ekipa polskich studentów. Frau Brandt zaczęła się zastanawiać: zostać, czy nie? Ale i tak dzwoniła do nas, aby komuś podarować paczkę jajek lub cukierków: weźcie, ja jeszcze mam. Ale nie mówcie nikomu. O Andrzeju Frau Brandt mówi: ale ten Lademann głośno chodzi po klatce! I ile on gości przyjmuje. W zeszłym tygodniu było ich aż trzynastu! Andrzej zdaje w czerwcu maturę, w tej chwili tworzy stronę internetową o naszym domu. Pod adresem www.bischofstrasse.de można zaglądać do mieszkania polskich i niemieckich studentów, dowiedzieć się, co o nich sądzi Straż Graniczna. Wszyscy mają swoją księgę gości i skrzynkę mailową Đ brakuje tylko Frau Brandt. Broniła się dzielnie, nie chciała, aby umieścić jej dane w Internecie. Bała się, że ten mały portal naszej ulicy przejmuje funkcję, którą ona z poświęceniem i radością spełniała do tej pory. Była przecież łącznikiem całego bloku. Strona w Internecie już działa, ostatnia rodzina właśnie się wyprowadza, będą za to wkrótce nowi studenci. I będzie też Frau Brandt. Będzie dalej chodzić, plotkować, intrygować i dawać nam podarki.

Tekst ukazał się 28.5.2001 w Gazecie Wyborczej.