© Ragnar Knittel: wieczor

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Koń Franczeski

(xan) Franczeska mieszka w Guben. 14-letnia dziewczyna jest piękna, wesoła i lubi życie. Tylko chodzić jej trudno. Ma spastykę. Jej rodzice pragnęli, by mogła łatwiej się poruszać. Wysyłali na różne terapie. Latem wyjeżdżała na Ukrainę na obóz, gdzie maltretowono jej kości, aby mięśnie trochę sprawniej współpracowały z mózgiem. A która dziewczyna w jej wieku nie chciałaby jeździć konno? Dlatego rodzice zapytali polskich znajomych w małej wsi za Gubinem, czy mogliby pomóc. Kupili z ich pomocą czteroletniego konia i znalazła się rodzina - rodzice bezrobotni, pięcioro dzieci - która była gotowa przyjąć konia za pewną kwotę. Specjalnie szykowali łąkę i na skraju chatkę ze słomy. Zawsze przynosili kawę, parę razy w roku nawet ognisko zorganizowali, na którym Franczeska była gwiazdą wsi. Rodzina karmiła swoje dzieci za pieniądze z Guben. Rodzice Franczeski, chociaż sami nie bogaci, poczuli swoją hojność. Przywozili używaną oddzież dla całej wsi, kupowali różne sprzęty potrzebne przy opiece nad końmi. Matka pieciorga dzieci zaczęła chodzić na kursy hipoterapii i wszystko dobrze się układało: Franczeska dwa razy w tygodniu przyjeżdżała na jazdę. Z dziećmi ze wsi Franczeska świetnie się porozumiewała. Kiedy kobyła rodziła źrebię, podarowano je rodzinie. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy spadł kurs marki. Nigdy nikt nie zwrócił uwagi na kurs. Czy trochę wiecej lub mniej niż dwa złote za markę _ jaka różnica. Ale w momencie, kiedy marka spadła znacznie, rodzina z małej wsi zażądała więcej od rodzićow Franczeski. Jednak nie byli w stanie tyle zapłacić i powiedzieli im o tym. Ale oni upierali się, iż tyle trzeba. Hojność rodziców Franczeski skończyła się, przeżywali, jakiego konia kupili. Okazało się, że miał dziesięć lat i nie jest już do wychowania, że jest za gruby i nie przydatny do hipoterapii. A styl,w który prowadzono Franczeskę konno, nagle się nie spodobał. W ich oczach rodzina z małej wsi zmieniła się w hochsztaplerów. Rodzice Franczeski przyjechali i chcieli odebrać konia tamtej rodzinie, aby postawić go u innych ludzi. Rodzina z małej wsi za Gubinem zaczęła się targowac: żądali, aby zapłacono za szykowanie łąki, nie chcieli oddać siodła oraz pozostałego sprzętu, który kupili rodzice Franczeski. Jeszcze żądali, aby wykupili za 3000 marek konia, którego sami im darowali. W końcu rodzice Fraczeski zostawili sprzęt, zapłacili na do widzenia 500 marek i postawili konia w tej samej wsi do innej biednej, wielodzietnej rodziny. Franczeska nadal nie umie chodzić, ale jest wciąż wesoła i piękna.

Tekst ukazał się 10.9.2001 w Gazecie Wyborczej.