© Ragnar Knittel: wieczor

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Metropolia wymarzona

(an) Urodziłem się w śródmieściu wschodniego Berlina, wychowałem się na małej, wąskiej ulicy Sophienstra§e, później mieszkałem w samym cieniu muru. Jako czternastoletni chłopczyk wyjechałem na rok do Wronek. Nauczyłem się tam języka polskiego i wróciłem do Berlina, aby tam zdać niemiecką maturę. Myślałem też o polskiej maturze, chodziłem zresztą do szkoły przy ambasadzie, ale nadal mam problem z polską ortografią. Wreszcie - po długim pobycie w Rosji - dostałem się na studia we Frankfurcie nad Odrą. Dziwne jest stąd spojrzenie na świat. To miejsce jest na pograniczu polsko-niemieckim, na trasie z Paryża do Moskwy, w samym środku Europy, a jednak i tak na końcu świata. Tu kończy się świat niemiecki, kończy się też świat polski. Nic nowego się nie zaczyna.

Jednak patrzę radośnie na oba miasta, w których żyję i pracuję. Lubię odkrywać, z ilu elementów składa się tutejsza rzeczywistość, jak odmiennie ludzie odczuwają świat. Męczy mnie natomiast tęsknota za metropolią. Dlatego też często bywam w Berlinie. Tam jest fajnie nie tylko dlatego, że się tam wychowałem. Tam jest więcej ludzi, i w dodatku tak różnych, że można się pogubić. Z Berlina ma byłoby sensu pisać prosto z mostu. Jest tak wiele mostów - kilkaset, ponad tysiąc, że nie warto pisać z jednego.

We Frankfurcie staram się razem z kolegami rozkręcać jakieś sprawy (zobaczcie na przykład www.literaria.org, www.piktogram.org, www.solovki.org). Przychodzi to z trudem, czasami mam wrażenie, że te nasze imprezy i projekty mają charakter tylko prywatnej chwili przyjemności. Brakuje krytycznej masy, aby cokolwiek rozkręcić naprawdę dobrze. Takie myśli o Frankfurcie nachodzą mnie, kiedy jestem w Berlinie. Doskonale jednak wiem, że Berlin składa się z wielu miasteczek, mniejszych nawet od Frankfurtu i Słubic. Rozumiem, że miasto w dużym stopniu jest tylko iluzją. Zarówno Frankfurt jak i Berlin istnieją tylko w mojej fantazji. Dlatego też pora, aby zmienić perspektywę. Przeprowadzę się z Frankfurtu do Słubic. To też metropolia: agencji towarzyskich, stacji benzynowych, taksówek. Chciałbym, aby nie tylko.

Tekst ukazał się 15.10.2001 w Gazecie Wyborczej.