© Ragnar Knittel: ulica Kopernika

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Wyborcze kino Młodzież

(xan) Na szerokiej ulicy Heilbronner Stra§e coś nie gra. Nagle nie wydaje się już tak pusta jak zwykle, nie jest martwą osią w centrum Frankfurtu. Co się stało? W kinie Młodzież, które od pięciu lat stoi puste, pojawiło się życie. Głośna muzyka wychodzi na ulicę, w foyer fotele, komputery, telefony i Bernd Horn. Przedsiębiorca z partii CDU wspólnie z socjaldemokratami oraz postkomunistami stworzył sojusz wyborczy 2002. Na ten rok planowane są bowiem wybory nowego burmistrza Frankfurtu. Obecny od dawna jest zmęczony swoją funkcją, a nowych postaci na horyzoncie nie widać. Aby zapobiec nudnemu rozwiązaniu, czyli dalszej współpracy chadeków z socjaldemokratami, połączyli się ci, którzy uważają, że Frankfurtowi potrzebna jest specjalna koalicja. Razem więc kandydat sojuszu na burmistrza Axel Hentschke z PDS, były szpieg Stasi oraz dziennikarz i poeta Henry-Martin Klemt w Starym Kinie podają chętnym herbatę, ogórki konserwowane i chleb ze smalcem. I przychodzą mieszkańcy miasta. Jedni aby się podgrzać i najeść, a inni, aby się zapytać, jak sojusz chce rozwiązać poważne problemy miasta. Bernd Horn siedzi spokojnie przed komputerem i opracowuje film o polsko-niemieckim spektaklu dla dzieci: światełka w rzece. Śmieje się. Jak on sobie wyobraża współpracę Niemców i Polaków? Przede wszystkim nie wolno tracić czasu na oficjalne ceremonie wyrażające polsko-niemiecką przyjaźń. Nie ma sensu uczyć ludzi, że mamy się kochać trzeba im pokazać, że my nawzajem możemy korzystać z sytuacji pogranicza. Bernd Horn wie o czym mówi. Ma nie tylko firmę budowlaną, która szykowała wielu gruntów na Potsdamer Platz w Berlinie pod budowę nowego miasta, a i prowadzi interesy w Krakowie. Tam miał swoją praktykę podczas kształcenia się na restauratora. Do dziś ma w Krakowie wielu znajomych i parę przyjaciół. Kiedy jeszcze przez Frankfurt przejeżdżał pociąg "przemytnik", Horn wsiadał do niego bez biletu i dawał konduktorowi łapówkę, aby spokojnie dojechać do Krakowa. Teraz leci samolotem. Śmiało rozmawia o wszystkim, wyjaśnia, jak należy rządzić miastem, sprawia wrażenie, że już zwyciężył. Zresztą, nawet jak się nie uda, on się bawi świetnie, a interesy idą dobrze. Również w Polsce.

Tekst ukazał się 7.1.2002 w Gazecie Wyborczej.