© Ragnar Knittel: kobieta na tle miasta

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Garaż kultury

(xan) Stał sobie dom w Słubicach. Wybudowało go polsko-niemieckie małżeństwo prawników krótko przed wyjazdem do Brukseli. Tak więc jednorodzinny dom stał pusty. Aż pewien niemiecki malarz przypadkiem wspomniał o domu niemieckim studentom, szukającym we Frankfurcie dużego mieszkania, aby w nim wspólnie zamieszkać. Niedługo się zastanawiali, znaleźli kilku współlokatorów. Wśród nich był interesujący się sztuką Polak z zachodnich Niemiec, Niemiec pochodzący z Afryki Południowej i Niemka, która właśnie wróciła ze służby pokojowej w Domu Międzynarodowych Spotkań w Oświęcimiu. Razem zamieszkali w domu na skraju Słubic. Zapraszali na grilla swych znajomych, czasami się kłócili. Ale żyło im się dobrze. Chcieli coś razem stworzyć, wpadli więc na pomysł otwarcia Garażu Kultury. Garaż bowiem stał pusty. Na pierwszą wystawę zaprosili grafika z Berlina, który w Krakowie namiętnie rysował ludzi w barze mlecznym. Choć pomysł przetworzenia garażu w galerię spodobał się wszystkim, wraz ze zbliżającym się otwarciem w domu narastało napięcie. Ale wernisaż już zapowiedziano w mediach, trzeba było więc ruszyć do przodu. Kilka minut przed otwarciem zamontowano szyld z napisem "Makowa". Bo na owej ulicy znajduje się nowa galeria. W wieczór wernisażu przyszło ponad 200 osób. Przyszli na ulicę, na której nie ma asfaltu, ani chodnika. Przyjechali z Berlina, Oświęcimia, Poznania, Warszawy, Krakowa. Wiele osób było również z Frankfurtu i trochę ze Słubic. Pojawili się reporterzy dwóch stacji telewizyjnych. Wszyscy chodzili po całym domu. Trudno było się dostać do małego garażu. W tle sączyła się klubowa muzyka, towarzystwo czuło się, jakby nie było na skraju Polski lub Słubic, lecz po środku Europy. Po fali otwarcia prawie nikt nie znalazł drogi na ulicę Makową. Współlokatorzy kłócili się coraz mocniej. Zamiast planów rozwoju galerii omawiano wyprowadzkę. Już szukają nowych lokatorów. Galeria przetrwała tylko jako wspomnienie. Ale garaż nadal jest do dyspozycji.

Tekst ukazał się 4.2.2002 w Gazecie Wyborczej.