© Ragnar Knittel: wieczor

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Jasno-ciemno

(xan) Mija ciepły, zimowy dzień. Ludzie wracają do domów po spacerach, niektórzy byli za Odrą w drugiej części miasta, gdzie mówi się w innym języku, ale pąki na drzewach tak samo drżą w oczekiwaniu wiosny. Odra prędko dąży w stronę morza, łąki po jednej stronie zalane wodą aż po horyzont, po drugiej mur z betonu powstrzymuje rzekę przed zatopieniem części miasta - większej i bogatszej od tej naprzeciwko.

Wracając do domu mieszkańcy obu części miasta siadają do stołu, oglądają telewizję i rozmawiają. Aż nagle u jednych gaśnie światło. Co się stało? Poszedł bezpiecznik? Czyżby światła nie było na całej klatce? Kiedy jedna część miasta zdała sobie sprawę, że nigdzie u nich nie ma prądu, część po drugiej stronie rzeki nawet nie zauważyła, że coś się stało. O tej porze już nikt przez most nie chodzi. Tylko niektórzy zauważyli, że na drugim brzegu nastały ciemności. Ludzie we Frankfurcie zrozumieli, że przerwa potrwa dłużej i zapalili świeczki. I zerkali do okien sąsiadów, w których migotały wątłe światełka. I tylko most łączący oba brzegi był oświetlony udając, że wszystko jest w porządku.

W tym samym czasie przy autostradzie walczył ze swoim życiem cudzoziemiec z jednego z krajów bałtyckich. Próbował się zabić najpierw na autostradzie, prowadząc tira. Nie starczyło mu odwagi? A może wcale nie chciał się zabić? Wisiał więc na maszcie trakcji wysokiego napięcia, która zasilała miasto i groził, że popełni samobójstwo. Tymczasem w mieście jedni wydzwaniają na pogotowie energetyczne, inni wychodzą na ulicę, aby spojrzeć na Frankfurt w ciemności. A po drugiej stronie kończy się wieczór i mieszkańcy kładą się spać. Czy ktoś zauważył, co się dzieje u sąsiadów? Tam próbują ratować ludzkie życie. Cudzoziemiec nie chce umrzeć i skacze na rozpostartą płachtę. Nie trafił, zawadził o drzewo, którego nie udało się wyciąć. Tymczasem włączają prąd. Gdy ludzie wracają do swych domów, mieszkańcy po drugiej stronie już dawno śpią. A cudzoziemiec przeżył, choć nadal walczy o życie.

Tekst ukazał się 11.2.2002 w Gazecie Wyborczej.