© Ragnar Knittel: ulica Kopernika

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Minimum ironii

(xan) W Słubicach do wyborów samorządowych jeszcze daleko i nie wiadomo, kto wystartuje na burmistrza. Ale mało kto też zauważył, że na drugim brzegu Odry szykują się wybory głowy miasta - nadburmistrza, który wyłaniany jest w wyborach bezpośrednich i na aż ośmioletnią kadencję. Startuje sześciu kandydatów. Niedawno pięciu z nich stanęło przed wyborcami i odpowiadało na ich pytania. Nikt ze Słubic nie pofatygował się, aby poznać i posłuchać, kim będzie ich przyszły partner.

Dyskusję o roli Frankfurtu dla polskich sąsiadów w obliczu rozszerzenia UE prowadził Krzysztof Wojciechowski, dyrektor Collegium Polonicum i długoletni mieszkaniec Frankfurtu. Zadał konkretne pytanie, jak politycy wyobrażają sobie współpracę ze stroną polską. I otrzymał barwne odpowiedzi. Czy to kandydat chadecji, czy Zielony, socjaldemokrata, postkomunista czy liberał - wszyscy są za integracją europejską, za tym, aby do Frankfurtu przyjeżdżali cudzoziemcy, a Frankfurt z pewnością będzie miastem przyjaznym dla gości zza Odry. Każdy z nich podkreślał, że Ratusz będzie w przyszłości ściśle współpracował z władzami Słubic. Słuchało się ich jak doświadczonych śpiewaków w chórze przyjaźni polsko-niemieckiej. Dziwny jest ten konsensus, ta zgoda kandydatów tak różnych opcji politycznych - czyżby spisek, tajny układ co się nazywa political correctness i nie zawiera żadnych treści? Jedynie kandydat Zielonych opowiadał o konkretnych doświadczeniach z Polakami, a to jako kierownik artystyczny Polsko-Niemieckiej Orkiestry Młodzieżowej, którą prowadzi razem z kolegami z Zielonej Góry, a socjaldemokrata wspomniał o swoich przyjaciołach z tego właśnie miasta.

Kolejne pytanie: w jakim stopniu znają język polski? Odpowiedzi padły różne: oto chadekowi wystarczy niezła znajomość angielskiego, Zielony uczy się już od dwóch lat na kursie wieczorowym, ale wciąż jest mu ciężko. Socjaldemokrata powiedział prawie bez niemieckiego akcentu: "Mówię tylko troszkę po polsku", dodając potem po niemiecku, że właściwie nie bardzo się dogada, ale to, co umie, gotów jest stosować bez zahamowań. Na to postkomunista powiedział, że on zna polski tylko w stanie podniecenia. A liberał, adwokat z zawodu, porozumiewa się ze swoimi klientami z Polski za pomocą karteczek rozkładanych po całym stole.

Na pytania, czy wiedzą, kiedy w Słubicach będą wybory samorządowe, czy znają swojego przyszłego partnera i kiedy byli ostatni raz w Słubicach na piwie, odpowiedzieli - chadek: chyba za dwa lata, Zielony: byłem parę dni temu w London Pub, socjaldemokrata: nie jeżdżę do Słubic na piwo, tylko po benzynę, postkomunista i liberał: po ostatniej wspólnej sesji obu rad miasta.

Zostaje tylko nadzieja, że za osiem lat Krzysztof Wojciechowski będzie gotów kandydować na burmistrza wspólnego miasta. On jako jedyny z obecnych na tym spotkaniu zna oba języki i zachował minimum ironii.

Tekst ukazał się 18.2.2002 w Gazecie Wyborczej.