© Ragnar Knittel: ulica Kopernika

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Paczuszka Pandory?

(xan) Kocham poranki. Nie tylko za to, że znów przez okno się odsłania mi widok na most, o którym ciągle piszę, ale przede wszystkim za codzienne radosne oczekiwanie paczuszki dostarczanej przez Ruch SA. Fakt, że zawiera ona gazety, jest marginalny. Jej cudowność polega na wstążeczce, w którą zawinął ją pracownik Ruch SA nad ranem. Jeżeli wstążeczka jest biała - dzień minie szczęśliwie, jeżeli jest zielona, czeka mnie niespodzianka, bywa, że na pierwszy rzut oka wygląda na zieloną, a potem okazuje się w blasku dnia, że jest czarna - wtedy problemy mogą zachmurzyć dzień, który tak świetnie się zaczął. Ale najpierw trzeba gonić przez zimną i ciemną klatkę i otworzyć skrzynkę. Jest to skrzynka tego samego typu, co w obdartych blokach z lat 60. A jej główną cechą jest to, że przesyłkę wrzucić może do niej tylko listonosz. Najpierw musiałem więc dorobić klucz dla Ruchu SA. Wcześniej moją paczuszkę wrzucano po prostu na klatkę. Kiedy schodziłem po gazety, najczęściej ich tam już nie było. Kolejna cecha skrzynki jest taka, że i tak zamek nie daje się ani otworzyć, ani zamknąć. Doprowadziło to do tajnej umowy między Ruchem SA a mną, że zostawiamy skrzynkę otwartą. Wprawdzie nie wiadomo, po co wtedy taka skrzynka, ale przynajmniej większe jest prawdopodobieństwo, że moja paczuszka zachowa się do szczęśliwego momentu mojego przebudzenia.

Nie rozumiem więc dwóch rzeczy: dlaczego skrzynka pocztowa założona pół roku temu wygląda i zachowuje się jak model z lat 60. i dlaczego Ruch SA, który w tak magiczny sposób dostarcza mi codziennie paczuszkę, ma siedzibę aż w Warszawie. Korzystam więc z okazji, aby się spytać: dlaczego właśnie w sobotę, kiedy radość z otwierania paczuszki przed śniadaniem jest największa, zwykle skrzynka jest... pusta?

Tekst ukazał się 4.3.2002 w Gazecie Wyborczej.