© Ragnar Knittel: gwałtowna idylla

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Barwy narodowe

(xan) Polska powoli powinna zmienić kolory swojej flagi. Już nikt nie zwraca uwagi na owy niewinny, smutny biały kolor, który swoją czystością przypomina najgłębsze przeżycia narodowe. W zapomnienie odeszła prosta, soczysta czerwień, oddająca namiętności narodu walczącego przez wieki o wolność i honor. Teraz, kiedy wolność naród już osiągnął, na pierwszy plan wysuwają się inne barwy. Może za wyjątkiem sportowych sukcesów, kiedy na narodowym koncie znalazł się kolejny medal, albo świąt narodowych, których sens już mało kto potrafi łączyć z współczesnością. W tej ostatniej - we współczesności - panuje kolorystyka skrajnie pastelowa. Ta moda wzrusza Polaków i kieruje ich kroki do budowlanych hipermarketów, aby się zaopatrzyli w pastelowe farby. Te kolory widnieją w barach, restauracjach i na fasadach domów, w pokojach dziecinnych, w jadalniach, sypialniach, łazienkach. Obcy obserwator zaczyna uważać je za barwy kraju, w którym się znalazł. To nie są barwy podstawowe: jak biel, czerwień. To nie są też barwy agresywne, ale zazwyczaj mdłe i rozwodnione. Razem stwarzają jednak aurę dziwnego nurtu w polskiej architekturze wnętrz Polski lat 90. Są to miętowy, niebieski, różowy i lekko żółty. A najbardziej typowy z tej czwórki jest miętowy. Nie ma w Polsce wioski lub głównej szosy w miastach, w której zabrakłoby domu o miętowej fasadzie. A jeśli nawet zachowała się stara kolorystyka, to przynajmniej ramy okien zostały przemalowane na kolor miętowy. Do tego świetnie pasuje różowy. Najlepiej wychodzi, jeżeli dwie ściany są pomalowane tak, a pozostałe inaczej. Ludzie z większym gustem dodają jeszcze jasnoniebieski sufit, a jeśli kogoś na to stać - wiesza jasnożółte firanki. Kocham Polskę za estetykę. Jest czasami tak zaskakująca i na tyle odległa od wyobraźni przeciętnego cudzoziemca, że warto w Polsce przebywać tylko po to, aby wypatrzyć najnowsze tendencje.

Tekst ukazał się 18.3.2002 w Gazecie Wyborczej.