© Ragnar Knittel: gwałtowna idylla

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Segregacja i mieszanie kultur

(xan) Kultura to codzienność. Codzienność to zaspokojenie potrzeb ludzkich. Potrzeby ludzkie to różne sprawy. A po nich zawsze zostają śmieci. A więc można stwierdzić, że teoretycznie istnieje związek między kulturą a śmieciami. W praktyce przekonujemy się prędko, że śmieci nie tylko są podstawowym elementem danej kultury, ale jeszcze dokładnie opisują więzi dwóch kultur. Patrząc prosto z mostu, pierwszą wstrząsającą obserwacją jest turystyka śmieci: polscy chłopi krążący rowerami po ulicach Frankfurtu w poszukiwaniu świeżej wystawki. Sam, tak jak każdy niemiecki student, zacząłem poszukiwać wyposażenia swego domu na wystawach ulicznych, a więc jest tu pewne podobieństwo między mną a mężczyznami żyjącymi z remontowania poniemieckiego sprzętu. Chcę opisać szok kulturowy, który przeżyłem w momencie, kiedy się przeprowadziłem z Frankfurtu do Słubic. W Niemczech śmieci są świętością - to po pierwsze dlatego, że wybitnie drogo jest się ich pozbyć, a po drugie panuje ekologiczna poprawność wywalczona w latach 80., więc ich segregacja na materiały przeznaczone do recyklingu, na humus i do wyrzucenia lub spalenia jest świętą procedurą. W Niemczech obowiązują godziny wyrzucania śmieci. Na każdym ze zbiorników przeznaczonych na szkło stoi: wrzucanie tylko od godz. 7 do 13 i od 15 do 18. Niemcy kochają przepisy, więc się ich trzymają, a jeśli nie, to już sąsiedzi dopilnują, aby nie wyrzucano szkła w niedozwolonych godzinach. Tak więc pod każdym niemieckim zlewozmywakiem znajdują się kubły na szkło, papier, „zielony punkt”, bateryjki, humus, na tzw. „resztę śmieci”, a czasami jeszcze na aluminium oddzielnie. Jest to system praktyczny o tyle, że przez pierwsze dwa tygodnie nie trzeba wynosić śmieci w ogóle. Potem nastąpi codzienna fala wynoszenia wielu torebek plastykowych o różnej treści. Gazety trzeba nieść w ten koniec ulicy, szkło w inny, na humus są mniejsze kubły. Niemcy i śmieci to temat na poważną rozprawę. Ale tu chcę tylko przeciwstawić temu klasyczne przeżycie Niemca przyjeżdżającego do Polski. Najpierw z niepokojem szuka kubłów i pojemników do segregacji. Potem zaczyna wrzucać szkło i gazety do tego samego kubła, czując swoją winę przed przyrodą. Dlatego bateryjki - wyjątkowo szkodliwe dla przyrody - odkłada i wywozi za granicę, gdzie wszędzie są na nie specjalne zbiorniki. Aż kiedyś pewnie nadejdzie moment, że w ogóle przestanie się tym przejmować...

Tekst ukazał się 8.4.2002 w Gazecie Wyborczej.