© Ragnar Knittel: wieczor

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Dietrich, czyli wytrych

(xan) Dietrich po niemiecku oznacza wytrych - klucz pasujący do wszystkich zamków podobnego typu. Dietrich po polsku - to jeden z najbardziej aktywnych dziennikarzy na pograniczu polsko-niemieckim, otwierający Niemcom drzwi do praktycznie wszystkich dziedzin przygranicznej Polski. Czy to problem kradzieży na bazarze, negocjacje o wstąpienie Polski do UE, historia Chojna, najnowsze dzieje Zielonej Góry, dyskusja o Jedwabnem, codzienność słubickich rodzin, jeziora za Sulęcinem, sprawa opłat granicznych - Dietrich Schroeder pisze o wszystkim, a co ciekawsze już napisał o wszystkim. Od 10 lat śledzi kontakty, projekty, atrakcje, kłopoty. Już przed kilkoma laty wędrował wzdłuż Odry, objechał całą polską granicę wschodnią, pisał reportaże z terenów zalanych podczas wielkich powodzi, bywał w Warszawie na spotkaniach wszystkich szczebli. Czasami sprawia wrażenie, że jest zmęczony - nie dlatego, że Polska jest aż tak ciężką materią, a dlatego, że co roku mógłby wracać do tych samych tematów. Międzyrzecki Rejon Umocniony opisał kilka razy, a znowu ktoś w redakcji pyta: Dietrich - nie mógłbyś napisać o MRU... Mógłby puścić co roku ten sam artykuł o umocnieniach, zmieniając tylko nazwiska - nikt by tego nie zauważył w Niemczech, a w Polsce tym bardziej. Sam fakt, że nadal interesuje się tym, co się dzieje, świadczy o tym, że rzeczywiście jest ciekaw świata. Sprawia za to wrażenie spokojnego dobrego wujka, który jest gotów na wszystko, jeżeli tylko wie, o co chodzi. A zazwyczaj wie, o co chodzi, bo to on tu jest mistrzem. Jest jednym z dwóch obywateli 70-tysięcznego miasta Frankfurt, którzy czytają regularnie polskie gazety, jest chyba jedynym dziennikarzem niemieckim, piszącym codziennie o Polsce. Jest na pewno jedynym redaktorem ds. polsko-niemieckiego sąsiedztwa. W chwili gdy Dietrich Schroeder wyjeżdża na urlop, jego gazeta "Märkische Oderzeitung" staje się zwykłą niemiecką gazetą lokalną, a kiedy powraca, przekształca się w jedną z najbardziej na wschód ukierunkowanych gazet. Schroeder żartuje, że MOZ to największa gazeta niemieckojęzyczna między Berlinem a Władywostokiem. Ogromny billboard reklamujący gazetę głosi "Budujemy mosty" - Dietrich Schroeder dokładnie wie, że to głównie on tutaj buduje mosty, póki co jest jedyną osobą w liczącym ponad 300 pracowników zespole (oprócz studentów Viadriny, pracujących w drukarni), która zna język polski. Rozumie też, że właściwie jego misja skończy się w świetlanej przyszłości, kiedy wszyscy będą znali język sąsiadów. Żyje na razie jednak spokojnie, bo dokładnie wie, że to jeszcze długo potrwa.

Tekst ukazał się 15.4.2002 w Gazecie Wyborczej.