© Ragnar Knittel: gwałtowna idylla

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Mój problem: 095 / 758 84 74

(xan) Drodzy Czytelnicy! Pewna sprawa trapi mnie z każdym dniem coraz bardziej. Jest to nieporozumienie, które może wyprowadzić mnie osobiście - a może i nawet stosunki bilateralne między naszymi narodami - z wyćwiczonej równowagi i retoryki przyjaźni oraz stanu dobrego sąsiedztwa. Chodzi nie o języki, które różnią się, choć i nie są wcale takie sobie obce, nie chodzi też o przesądy z dawnych lat, nie chodzi o granicę na Odrze, która jest rzeczywistą barierą w świadomości mieszkańców tak zwanej Ziemi Lubuskiej. Mój problem to... faks. Kupiłem najtańszy, jaki był, no i cierpię teraz, wsadzając każdą karteczkę oddzielnie. Ale nie w tym kłopot. Chodzi o to, że jest to faks niemiecki, nie ma sekretarki zapowiadającej możliwość nadania faksu, nie piszczy też bezpośrednio w ucho nadającego. Po dwóch sygnałach po prostu automatycznie reaguje na sygnał faksu od nadawcy. Tymczasem w Polsce jest przyjęte, aby grzecznym głosem prosić o sygnał faksu. Niestety większość dnia spędzam we Frankfurcie, i mój słubicki faks stoi samotny i czeka na sygnał..., który nie nadchodzi. Poważne instytucje państwowe, jak i prywatne, przedstawiciele mediów i stowarzyszeń myślą pewnie, że nie można nadawać faksu, bezskutecznie czekając na sekretarkę lub sygnał. A mój faks przecież się włączył i czeka na wiadomość! Przy każdej okazji tłumaczę, jak działa ta moja niemiecka maszyna, ale pechowego polskiego nadawcy i tak nie przekonam. W najlepszym wypadku stwierdzi, że nie mam racji, że nie znam się na aparatach. Zarzucano mi też, że po prostu kłamię. Ja też doszedłem z początku do wniosku, że Polacy po prostu nie umieją obsługiwać faksu. Po zastanowieniu jednak zrozumiałem, że mam do czynienia z poważną różnicą kulturową. Nie można więc jej ani zwalczać, ani osądzać. Po prostu w Polsce faks najczęściej jest połączony z telefonem lub automatyczną sekretarką, a ludzie są i będą przyzwyczajeni do tego, aby prosić sygnał faksu. Ale co z tym dalej począć? Ile dziennie ginie faksów na pograniczu polsko-niemieckim? Ile więzi międzyludzkich zostało zerwanych w bezradnym oczekiwaniu na faks od partnera zza Odry? Może to jest prawdziwym problemem, nie język - przecież mówię i piszę po polsku - ani też mentalność lub podobne kategorie względne.

Chciałbym więc prosić Was, czytelnicy, abyście po pierwsze sami się przekonali, że na mój niemiecki aparat ze słubickim numerem 758 84 74 rzeczywiście można przesłać faks. A po drugie: abyście tą drogą zaproponowali mi jakieś wyjście z tej sytuacji. Bardzo chcę zmądrzeć i dostać faksy z całego województwa. Dziękuję ślicznie i dołączę wyrazy szacunku. Wasz Felix.

Tekst ukazał się 27.5.2002 w Gazecie Wyborczej.