© Ragnar Knittel: kobieta na tle miasta

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Zderzenie kultur i kruszenie kopii

(xan) Organizatorzy polsko-niemieckiej nocy filmu eksperymentalnego "Duch czasu" na krótko przed imprezą zdecydowali się zmienić nazwę na "Zderzenie kultur". Mieli dosyć polsko-niemieckich ceremonii przyjaźni i pokoju. Chcieli walki - wiec ją mieli. Kopia filmu "Że życie ma sens" powinna przyjść z Warszawy dwa dni wcześniej, a na wszelki wypadek filmowcy z Zielonej Góry mieli wziąć ze sobą dwie kopie zapasowe. Warszawska firma Best Film spóźniła się na pociąg, który miał dowieźć kasetę do Rzepina. Następnego dnia w drogę powinien więc wyruszyć kurier. A na miejscu wszystko przygotowane, ponad 400 biletów sprzedanych, bufet dla trzydziestu artystów z Berlina, Zielonej Góry i Katowic, noclegi dla wszystkich, śniadanie następnego dnia zaplanowane - organizacja zapięta na ostatni guzik, jak to bywa w Niemczech... Tylko kopii filmu Sky Piastowskie brakuje. Zaczyna się krytyczny czas. Jeszcze godzina do rozpoczęcia imprezy. Kuriera z Warszawy jak nie było, tak nie ma. Sky Piastowskie jadą już PKSem w stronę Słubic. Telefon: co z kopiami? - "Kopie? Nie mogłem ich znaleźć przed odjazdem", mówi Jacek Katarzyński. Dobra, nie ma kopii z Warszawy, Zielona Góra w drodze również bez filmów. Trzeba kombinować".Pod starym budynkiem Kulturfabrik we Frankfurcie czeka pół tysiąca osób, berliński zespół Buckelbeat Harlequins długo szykuje nagłośnienie do występu, więc nikogo nie wpuszcza się na salę. Ale kopii i tak nie ma. Aż z Zielonej Góry wyruszył Artur - bohater wieczoru. W rekordowym tempie 39 minut dociera na miejsce. Impreza rozpoczyna się z godzinnym opóźnieniem. Kopia jest okropna, długa, bez napisów dla Niemców, ale i tak większość widzów wytrzymuje w gorącym klimacie Kulturfabrik. Jacek Katarzyński chodzi wyluzowany i narzeka, ze strasznie późno impreza się zaczęła - Czy nie można by było trochę skrócić występu berlińskich filmowców z "nine o´clock pictures"?. I rzeczywiście - pokazali tylko parę krótkich filmów swojego "American Showdown", na które ekipa z Zielonej ledwie raczyła spojrzeć. Do tego muzyka Buceklbeat Harleqinów, pokręcona wycieczka w świat jungle, funk oraz pop. Nagle na scenie pojawia się DJ Felix z Kalibra. Napięcie rośnie - zaraz będzie występ Kaliber 44. Słubicka młodzież już nie może się doczekać. Szczególną atrakcją występu jest angielskojęzyczne rymowanie MC 3D, polskiego emigranta z Nowego Yorku. Ale do absolutnego szału doprowadzi publikę jam session po koncercie Kaliber. Pojawi się Zubisz ze Słubic Rap Składu, do niego dołączy frankfurcki DJ Ska. Nagle wszyscy zaczynają razem rapować, rymować. Zderzenie kultur zakończyło się pokojowo spontanicznym pojednaniem muzyki drum«n base, funk i hip hop oraz języka angielskiego, niemieckiego i polskiego. Kopia z Warszawy dotarła następnego dnia o dziesiątej, kiedy u państwa Jakobów (on - pomysłodawca nazwy Zderzenie kultur i szef biura Euroregionu) przygotowywano śniadanie. Ale polskich artystów już wtedy nie było - pojechali do domu.

Tekst ukazał się 2.7.2002 w Gazecie Wyborczej.