© Ragnar Knittel: rynek

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Jak czas uchodzi do wieczności

(xan) Wilfried urodził się w Crossen. To było w 1936 roku, a dziś tego miasta od dawna nie ma. Rynek, na którym jego ojciec prowadził dom handlowy, spalił się pod koniec wojny. Na miejscu Crossen powstało Krosno. Wilfried zachwyca się historią swego miasta i sam próbuje odkryć, czym kiedyś było Crossen. Ale nie robi tego dla przeszłości. Po prostu sprawia mu to czystą przyjemność, gdy recytują wiersze największego syna tego miasta: Klabunda. Na początku ubiegłego wieku był słynną postacią niemieckiej sceny literackiej. "Gdzie czas uchodzi do wieczności" pisze w swej "Odzie do Odry", którą dziś znają tylko nieliczni mieszkańcy Krosna.

Elisabeth, siostrzenica Wilfrieda, która studiuje na Viadrinie kulturoznawstwo, zaproponowała wspólny wyjazd do Krosna. Namówiła też swoją ciocię, która się również przypadkiem urodziła w Crossen, choć nie jest spokrewniona z rodziną Wilfrieda. W trójkę siedzą w czerwonym golfie. Kolejka posuwa się szybko do przodu, za niemiecką kontrolą Wilfried naciska na gaz, aż nagle gwizd - przejechał polską kontrolę. Cofa samochód. Patrzy na młodą pracowniczkę Straży Granicznej. A ona po kontroli oddaje mu paszport i mówi w jego stronę: "Żeby to było ostatni raz, stary!". Wilfried nic nie zrozumiał. Jedzie przez most, a Elisabeth tłumaczy mu słowa. Wszyscy wybuchają śmiechem. Wilfried cytuje radośnie: "Polek uroda jest nieosiągalna".

Dagmara zachwyca się ulicą 1 Maja, Elisabeth tłumaczy, że to właśnie ta ulica nazywała się kiedyś Crossener Stra§e. Po drodze do swojego miasta rodzinnego Dagmara i Wilfried opowiadają, jak to się stało, że urodzili się w Crossen. Popatrzą na dawny cmentarz, zajrzą do kościoła, pogadają chwilę z człowiekiem, który przyjechał tu w 1945 roku, tuż po ucieczce matek Dagmary i Wilfrieda z miasta Crossen, które stawało się Krosnem. Na zamku spotkają hobbystów historyków.

W drodze powrotnej Wilfried i Dagmara są w doskonałym humorze. Cieszą się z wyjazdu, ze spotkań, rozmów, które udały się dzięki językowym zdolnościom Elisabeth. Na granicy znów kontrola. Wilfried żartuje, że to pewnie ostatni raz. A młody strażnik sprawdza paszporty: O, urodził się pan w Crossen, a ja jestem z Krosna! Elisabeth tłumaczy, że właśnie stamtąd wracają, a strażnik pyta, jak się podobało. "Było fantastycznie" mówi Elisabeth w imieniu swoich bliskich. A strażnik na pożegnanie zaprasza do Krosna: "Auf einen Kaffee!".

Tekst ukazał się 22.7.2002 w Gazecie Wyborczej.