© Ragnar Knittel: ulica Kopernika

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Warszawianka

(xan) Jest w Słubicach jeden jedyny lokal, w którym można wypić piwo tuż nad brzegiem Odry. Widok na panoramę Frankfurtu jest zachwycający, a towarzystwo, jakie siedzi w "Warszawiance" nadaje wizycie w lokalu folklorystyczny charakter. W drodze z mostu, z którego piechotą idzie się do wielkiego białego namiotu pięć minut, na wale można zobaczyć żywy dowód, że Słubice żyją wciąż odwrócone od rzeki. Wczesnym wieczorem na prawie każdej ławce siedzi para, zbierają się kumple lub odpoczywają po spacerze starsze damy z psem. Za ławkami, z tyłu rozlewa się piękna rzeka. Za półwyspem, który nie nosi nazwy, bo znajduje się na marginesie świadomości Słubiczan, rozciąga się widok na Frankfurt. Ale młodzi i starsi Słubiczanie siedzą odwróceni plecami i obserwują, co się dzieje na ulicy 1 Maja. W "Warszawiance" natomiast oba miasta bardziej się przeplatają. Siedzą tu bezrobotni Słubiczanie kłócący się o minusy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i studenci niemieccy rozmawiający o kolejnych projektach polsko-niemieckich. Jerzy Kirej, właściciel baru, jest dobrodusznym wujkiem, który patrzy na to wszystko ze spokojem. Kiedy w piątki i soboty bawi się tu ze 200 osób przy muzyce na żywo, chodzi od stołu do stołu i rozmawia ze wszystkimi. Na początku lat 90. zaczął od stoiska na bazarze, dziś prowadzi w mieście kilka punktów gastronomicznych. Obszar przy starej Odrze, gdzie kiedyś skończyła się dzika odnoga rzeki, tanio wydzierżawił na kolejne dziesięciolecia. Choć w porcie rzecznym oprócz statków wywożących betonowe resztki życie nie kwitnie, miejsce jest idealne. Można stąd iść na spacer po niskich łąkach, wybrać się na ryby lub po prostu odpocząć od biegania po mieście. Jerzy Kirej ciągle ma problemy z władzami miasta nie wiadomo, czy ze względu na jego zaangażowanie polityczne czy też na uparty łeb astronoma. Najnowszą zabawą właściciela "Warszawianki" jest rzutnik wideo, przy pomocy którego może wyświetlać koncerty, filmy i sportowe mecze. Podczas mundialu siedziało tu sporo Słubiczan, a wśród nich paru pracowników i studentów Collegium Polonicum. Atmosfera była dziwna po klęsce polskiego zespołu. Słubiczanie śledzili drogę Niemców do finału z ciekawością ale bez śladu emocji. Do kraju, który widać z "Warszawianki" ma się nastawienie nie wrogie, ale na pewno nie czuje się doń sympatii.

Tekst ukazał się 2.9.2002 w Gazecie Wyborczej.