© Ragnar Knittel: ulica Kopernika

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Nowa stara era

(xan) Przyleciałem specjalnie z Londynu, aby zobaczyć przesunięcie nowego mostu między Frankfurtem a Słubicami. Dla mnie zburzenie starego mostu, zwanego mostem przyjaźni, oznaczało koniec epoki swego rodzaju zimnej wojny, która toczyła się między tymi dawnymi państwami komunistycznymi i dzieliła region na dwa zupełnie oderwane od siebie światy. Zachwyciłem się śladami lat 90., czasu błyskawicznego rozwoju handlu, taksówkarstwa i rozrywki. Śledziłem budowę nowego mostu, który powstawał równolegle ze starym, i rozkoszowałem się obrazem tych dwóch budowli symbolizujących różne epoki, powstających w innych warunkach, przy odmiennej technologii i w zupełnie nowej sytuacji sąsiedztwa dwóch miast. Nowy most łączący stal i żelbeton będzie już pomalowany w proeuropejskie barwy: niebieską i żółtą. Odkryłem jednak w nowym moście ciągłość łuków-przęseł urastających na przestrzeni dziesięcioleci do symbolu dwumiasta, dobrego sąsiedztwa oraz dążenia ku zjednoczonej Europie.

Wstałem wczesnym rankiem, spotkałem się z przyjaciółmi na śniadaniu w słubickiej Restauracji Europa, gdzie wciąż pachnie PRL. Słońce wstało i oświetliło Frankfurt, kiedy piliśmy kawę, patrząc na nowy most jeszcze przed przesunięciem. Po drugiej stronie rzeki już się zebrało parędziesiąt ciekawskich, w Słubicach było ich tylko kilku.

Miasto bez ruchu granicznego wydaje się bezludnym i pustym. Po spacerze wzdłuż rzeki znaleźliśmy się na półwyspie w środku Odry, staliśmy wprost pod mostem i obserwowaliśmy, co się dzieje przy 20-metrowych szynach, po których ciągnięto 6300 ton. Most powędrował już pół metra ze swego miejsca, kiedy na frankfurckim brzegu zaczęła się impreza głośna i prymitywna. Moderator przywitał wszystkich pod hasłem "Most w podróży", a potem, na zakończenie, prosił wszystkich o powitanie obywateli na drugim brzegu, machając ręką... Oto więc stan obecny: jest nowy most, ale wciąż imprezuje się po jednej stronie, a ludzie na jednym brzegu machają sąsiadom na drugim brzegu. A oficjalni przedstawiciele miast przekraczają granicę ze smutnymi twarzami i wymieniają się przyjemnymi frazesami. Zaczęła się nowa stara era.

Tekst ukazał się 7.10.2002 w Gazecie Wyborczej.