© Ragnar Knittel: rynek

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Miasto bez centrum

(xan) Słubice mają piękny kształt. Wzdłuż  wału rysuje się łagodna "eska".  Na zewnątrz  miasto wygląda miękko, fasady kamienic nadodrzańskich przypominają o lepszych czasach.  Collegium Polonicum zachwyca swoją potęgą, choć  przy okazji rozśmiesza tanim wykończeniem. Nie ma  w Słubicach starych kościołów  - byli mieszkańcy Dammvorstadt  (tak przed wojną nazywały się Słubice - dzielnica Frankfurtu) chodzili na mszę do Frankfurtu.Nie ma więc wysokich wież. Najwyższym punktem miasta  jest komin zakładu energetycznego, z którego ciągnie się rura ciepłowodu - poetycko wije się do śródmieścia przez osiedla, podwórka, nad garażami i pod drzewami na placu Przyjaźni. Komin widać praktycznie z każdego punktu miasta.  Wewnątrz miasto jest jakby połamane, chaotyczne.  Osiedla budowane bez żadnej wizji architektonicznego kształtu miasta i wepchnięcie dwupasmówki w stary układ uliczek prowadzących do mostu  zniszczyło urbanistyczną strukturę byłego przedmieścia.  Nie nadało to jednak nowo powstałemu miastu nowej twarzy. Panuje tu nieład i brak struktury. Charakterystyczne są podwórka zabudowane bez koncepcji, wiejskie uliczki w śródmieściu, ślepe ściany kamienic przy dwupasmówce, a przede wszystkim brak centrum.

Bogaci uciekają z miasta.  Zamiast nadawać mu nowe oblicze, wybudowali za wzgórzem  przy stadionie osiedle leśne,  które uzbrojono za pieniądze  z Unii Europejskiej na projekt Ogrodu Europejskiego. Ma on łączyć Słubice z Frankfurtem. Za te same pieniądze upiększono deptak  - byłą ulicę Friedrichstrasse  - który dziś jest perełką Słubic.  Ale czy centrum miasta może być deptak, gdzie można jedynie kupić papierosy, napoje, walutę, kwiaty  oraz biżuterię?

Tekst ukazał się 31.3.2003 w Gazecie Wyborczej.