© Ragnar Knittel: ulica Kopernika

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Wiosna w podróży

(xan) Kiedy w marcu, po drugim trymestrze opuściłem Londyn, aby trochę pojeździć po Europie Środkowej, nad Tamizą już od paru tygodni wszystko kwitło, siedzenie w zielonym ogr—dku w tych wojennych czasach było trochę dziwne. Kiedy przyjechałem do Słubic, tam słońce pierwszy raz w roku przygrzało, przyroda jeszcze się nie zbudziła. Potem trafiłem w mojej podr—ży a na pogranicze polsko-litewskie. Jak tylko tam dotarłem, zaczęły się wichury śnieżne. A potem lunął deszcz. Kiedy po paru dniach spacerowałem nocą po Wilnie, wydawało się byū miastem bajecznie zimowym. Z rana przypominały o tym jeszcze tylko kałuży. Tak było i w Rydze, w której tylko gołębie dawały znaś o wiośnie. W łotewskiej Lipawie na bałtyckim brzegu znów siÍ zjawiło słońce, było zimno ale bardzo przyjaźnie. Ale jedynie w litewskiej Kłajpedzie słońce grzało na tyle, ż e miejscowi naprawdę poczuli nadejście wiosny. Trzeba mi było znůw ruszyć w drogę - tym razem w stronę Białorusi. Tam przecież powinna panować zima... Ale nic podobnego: w Grodnie ciepło niesamowite. Miasto, choć jeszcze nie było zieleni, zaczarowane wiosennym klimatem. Pachniało spaloną trawą i świeża farbą. Po Żydowskim Pesach, świętowałem katolicką Wielkanoc przed którą na wsjerespublikański subbotnik pół miasta wyszło na ulicę, aby posprzątać skwery, pomalowaś płoty i sadziś drzewka. Przed kościołem farnym ciągnęła kolejka ludzi z święconkami. A nad nimi słońce. Jeżeli Grodno zachwycało swoją środkowo-europejskością, centrum Mińska przygnębiało ciężkim stalinizmem. Ale nawet Mińsk w tych dniach wydawał się wiosennym. Nie stać sił nagle lekkim, ale nocne oświetlenie przeobrażało centralny prospekt w morze światła, ktůre mińskiej wiośnie nadaje nastrůj fanatyzmu. Jestem z powrotem nad Odrą i widzę dwa miasta, które spiesznie przygotowują się do Ogrodu Europejskiego. Wszędzie sił buduje, na ulicach zielone banery w trzech językach, po świętach wrócili studenci. Most świeżo pomalowany, wał wybudowany, a słońce świeci tak samo na obu brzegach. Szkoda tylko, że trzeba wracać do Londynu, aby skończyć studia.

Tekst ukazał się 5.5.2003 w Gazecie Wyborczej.