![]() |
|
slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:
|
|
Polonizacja nieostateczna
|
|
(xan) Przekonałem
się niedawno, że życie w Słubicach wpływa na moją
osobowość, wciąż częściowo niemiecką. Za
jednym razem doświadczyłem na własnym ciele, że Frankfurt
staje się coraz bardziej polskim miastem, podczas gdy Słubice
się germanizują. Szedłem wtedy do niemieckiej apteki, aby - nic
dziwnego - kupić pewne lekarstwo. Poprosiłem więc w swoim
języku ojczystym, w ojczystym kraju, swojego współobywatela o
medykament. On zapytał o niego żonę, a ona z tyłu: - Oj, ja
wiem, po co oni to biorą! Już tego preparatu nie ma i nie
będzie. Jej mąż zaproponował coś innego. Dobrze.
Paragon?
Niech będzie. - A tak pan może ze stempelkiem wrócić do nas i
dostanie pan VAT z powrotem. Nie zrozumiałem,
o
co chodzi. - No, jak pan będzie na granicy, niech pan prosi o
pieczątkę u celników i kiedyś, jak będzie pan
przy
okazji tu w mieście,
to
dostanie pan podatek z powrotem.
Stałem
się więc Polakiem. Wielkie marzenie z dawnych czasów nieoczekiwanie
się spełniło. Że jednak tak do końca się nie
stało, przekonałem się już kilka dni później. Po
wycieczce nad jezioro byliśmy z przyjaciółmi z Berlina na rowerach w
drodze z Ośna do Słubic. Niestety jeden z rowerów zepsuł
się tuż przed Serbowem. Stanęliśmy więc przy wiejskim
przystanku PKS, koleżanka próbowała łapać stopa, ja
poszedłem szukać kierowcy jedynego miejscowego żuka. Tymczasem
chłopaki z całej wsi przybiegły, aby się pogapić na
mimowolnych gości Serbowa. Jak tylko wróciłem na miejsce, powitali
mnie jako okularnika.
I
na dodatek, żebym całkiem nie zapomniał, kim jestem, krzyczeli:
-
Szkopie, szkopie! I pobiegli sobie.
Tekst ukazał się 25.8.2003 w Gazecie Wyborczej. |