© Ragnar Knittel: gwaltowna idylla

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Z obu światów

(xan) Na londyńskiej ulicy, na której mieszkałem przez ostatni rok, zmieściły się piekarnia włoska, indyjskie sklepy nocne, portugalska restauracja, angielski pub oraz pizzeria na telefon prowadzona przez pakistańskich muzułmanów. Na jej witrynie dużymi literami jest napisane "The best of both worlds - najlepsze z obu światów". Proponuje się włoską kuchnię lub pakistańskie dania. Przez cały rok specjalna oferta brzmiała: "Kup jedno, dostaniesz drugie za darmo!".

Teraz, z powrotem nad Odrą w pięknych, melancholicznych Słubicach i Frankfurcie londyński slogan dla mnie jest mostem między tamtym światem metropolii a głęboką prowincją. Jeśli się nie zwraca uwagi na to, że na granicy polsko-niemieckiej ludzie się wciąż gapią na widocznych "cudzoziemców", tu wszystko jest. Można mieszkać w Polsce, skończyć studia w Anglii, pracować w Niemczech. Chleb można kupić we francuskim supermarkecie, owoce w "bramie". Muzyka w radiu jest z Kuby, nie wiadomo natomiast, skąd są palmy w Ogrodzie Europejskim, ale za to piwo po obu stronach leje się z beczek nie tylko polskich i niemieckich. Gazetę można czytać na zmianę w obu językach lub w internecie (który po polskiej stronie jest znacznie gorszy i droższy). Buldogi słubickie widocznie są brytyjskiej rasy. Rowery amerykańskiej marki z oponami z Chin i włoskimi przerzutkami kradzione w Berlinie. Papierosy ukraińskie z kazachskiego tytoniu w drodze do Holandii. Używane samochody japońskie w drodze z Belgii na Łotwę. Rosyjskie pieniądze wymienione po polskiej stronie na brytyjskie funty. Wino bułgarskie w gardłach studentów z całego świata.

Czy to wszystko to nie są cząstki jednego dużego świata? Nie jestem pewien. Przynajmniej można tu odkryć to, co najlepsze z obu światów - Frankfurtu i Słubic, a nawet Londynu.

Tekst ukazał się 7.9.2003 w Gazecie Wyborczej.