© Ragnar Knittel: ulica Kopernika

slubice.de & frankfurt.pl - prosto z mostu:

Wskaźnik rozwodów

(xan) Dziennikarze ze stolicy Niemiec chętnie przyjeżdżają na pogranicze, kiedy mogą udowodnić, że to tu gnije republika. We wschodnich Niemczech zatem łatwo udowodnić, że giną miasta, że ludzie boją się obcych, że idea Europy brukselskiej jest nieporozumieniem. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni moment i reportaż z prowincji będzie wyjątkowo barwny. I tak, 10 lat po upadku NRD książka żony zachodnioniemieckiego lekarza o Frankfurcie nad Odrą wywołała burzę, bo większość nieporozumień oraz osobistych kłopotów została sprowadzona do wątku międzykulturowego (niemiecko-niemieckiego) oraz do ogólnego zacofania wschodnich landów. A potem, 10 lat po zjednoczeniu był też fajny moment, aby pokazać, że babcie we Frankfurcie wciąż śpiewają hymn NRD (zrobiły to zresztą po wielu prośbach dzienikarza...). Niedawno bankructwo fabryki półprzewodników było też dobrym tematem - zresztą sytuacja Frankfurtu rzeczywiście się nie polepszyła. I znów ostatnio okazuje się, że to biedne miasto w dodatku do wszystkich nieszczęść, ma najwyższy wskaźnik rozwodów w całym kraju. A więc berlińska gazeta "Der Tagesspiegel" wysłała swoją reporterkę nad Odrę, aby sprawdzić dlaczego... i okazało się, że beznadzieja jest ogólna, że raczej przy 25-procentowym bezrobociu nie da się kochać drugiego człowieka. Przy tym reportaż jest pełen sympatii dla miasta i jego mieszkańców. Tkwi w nim klimat filmu fabularnego "Halbe Treppe", przedstawiający rzeczywistość wschodnich Niemiec jako dramat osobisty pojedynczych rodzin. Reportaż kończy się więc mądrym stwierdzeniem: jeżeli się zawsze tęskni za czymś innym, to tego nigdy nie będzie. I Pani dziennikarz pojechała do domu, do świetnego Berlina, w którego centrum nie ma beznadziei, jest tylko rozkwit, władza i wizja lepszego jutra. Nie zwracała uwagi na to, że za Frankfurtem płynie rzeka i że za rzeką jest jeszcze jeden świat pod nazwą Polska. Widocznie nie była w Słubicach lub przynajmniej nie zna polskiego. A przecież dzisiejszy Frankfurt i Słubice z założenia są dziećmi historycznego rozwodu. Może by się dowiedziała, że w Słubicach również jest 25-procentowe bezrobocie. Może by się dowiedziała, że tam mniej jest rozwodów, a może by się okazało, że i tam jest ich najwięcej w kraju? Ale kogo to w Berlinie interesuje...

Tekst ukazał się 12.3.2004 w Gazecie Wyborczej.